Renowacja starego kufra

Przyznam się Wam do przetrząsania Olx’a, na którym można znaleźć prawdziwe skarby. Czasem są one przykryte grubą warstwą kurzu, brudu i syfu wszelkiego tak intensywnie, że ciężko je nazwać „skarbami”. Przez parę tygodni prowadziłam akcję poszukiwawczą jakiegoś ciekawego kuferka, aż wreszcie znalazłam! Był bardzo stary, bardzo zniszczony i bardzo tani. Utargowałam go za 20 pln, co moja przyjaciółka skwitowała tak, że wygląda, jakby to mi płacili 20 pln za jego wywiezienie. Kufer czekał na mnie w Katowicach, pojechałam po niego przy okazji wizyty u znajomych. Sugerując się zdjęciami, uznałam że jest wielkości średniej walizki, byłam więc zdziwiona, gdy właścicielka zaproponowała mi pomoc w jego zniesieniu. Okazało się, że kufer jest ogromny! Na tyle duży, że mógłby się do niego zmieścić dorosły człowiek. Ledwo upchnęliśmy go w aucie (ku wielkiemu niezadowoleniu męża) i wrócił z nami do domu.

Kupiłam go, ponieważ bardzo chciałam się nauczyć, jak odnawiać takie stare, drewniane przedmioty. Brałam oczywiście pod uwagę, że nic z tego nie wyjdzie i kufer trafi na śmietnik, ale chciałam spróbować. Tak prezentował się przed rozpoczęciem prac:

Stary kufer z zewnątrz.

Stary kufer - środek.

W środku znajdował się mocno sfatygowany i łuszczący się papier w paski. Mimo wszystkich wad i masy pracy, którą miałam przed sobą, z radością odkryłam że kufer nie śmierdzi. Tzn. nie pachniał konwaliami, było czuć lekki swąd starocia, ale nie było to nic, czego nie dałoby się pozbyć. Żadnej naftaliny, na szczęście. Nie był też popodgryzany przez korniki.

Pierwszym etapem prac musiało być oczyszczanie, skrobanie, szlifowanie. Zaczęłam od zdzierania łatek po poprzednim właścicielu. Miałam jeszcze wtedy nadzieję, że nie będę musiała ściągać płótna, którym był pokryty kufer i wystarczy gdzieniegdzie szpachla. Niestety, szybko okazało się, że materiał zewnętrzny jest w tak kiepskim stanie, że nie uda się go uratować. Na domiar złego wieko było uszkodzone i na wylot prześwitywała wielka dziura. Musiałam więc oskrobać kufer do gołej deski. Wyglądało to tak:

Zdzieranie powłok z kufra.

Zdzieranie powłok z kufra.

W zdzieraniu płótna (było pomalowane jakąś farbą i przypuszczalnie wiele lat temu polakierowane) pomagał mi mąż. Okazało się to mozolną robotą. Miejscami nie było większych problemów z pozbyciem się materiału, ale zdarzały się miejsca, w których nie chciał zejść. Wtedy szedł w ruch nożyk do tapet i szpachelka. Siedziałam nad kufrem popołudniami i ten etap zajął mi mniej więcej miesiąc. Kiedy płótno w większości odeszło, całość wyszlifowałam, najpierw papierem o większej, później mniejszej granulacji. Etap oczyszczania dał mi się najbardziej we znaki. Zaliczyłam trzy drzazgi i łuszczącą się skórę na dłoniach.

Gdy kufer był czysty, nie miałam jeszcze pomysłu, czym pokryć wieko. Zastanawiałam się nad jego pomalowaniem, ale szybko doszłam do wniosku, że nie będzie to wyglądało ciekawie. Ostatecznie kupiłam na Allegro kilka worków jutowych i postanowiłam obkleić nimi zewnętrzną część kufra. Zanim to zrobiłam, musiałam zaszpachlować ubytki i gdzieniegdzie podkleić je kawałkami drewna (żeby pozbyć się dziury na wylot). Drewniane okucia zabejcowałam na kolor ciemnego dębu i polakierowałam. Kufer w trakcie oklejania prezentował się następująco:

Wyklejanie kufra nowym materiałem.

Ten etap prac był moim ulubionym. Taka typowa dłubanina. Płótno przyklejałam zwykłym klejem do drewna wikol, który ma tą wspaniałą zaletę, że po wyschnięciu jest całkowicie bezbarwny. Gdy cały kufer był obklejony, w celu zabezpieczenia, pociągnęłam go bezbarwnym lakierem na bazie wody.

Gdy tkanina była całkiem sucha, wzięłam się za wyklejanie środka. Na etapie oczyszczania, zdarłam stary papier i umyłam wnętrze. Papier zdzierałam, mocząc go lekko wodą i podważając szpachelką. Gdy nabrał wody, bez trudu odchodził. Ostatecznie środek wykleiłam białą tapetą w małe, niebieskie gwiazdki. Była, podobnie jak płótno, przyklejana wikolem. Ten etap pracy był zdecydowanie najprostszy, wystarczyło wyciąć w tapecie odpowiedni kształt i nakleić go w środku. Skończony kufer prezentuje się następująco:

Kufer po renowacji.

Kufer po renowacji - środek.

Ostatecznie trafił do pokoju córki, trzymamy w nim gry planszowe:

Kufer w pokoju dzieci.

Post factum stwierdzam, że warto było. Poza satysfakcją, że się udało i staroć zyskał nowe życie, nauczyłam się naprawdę dużo o odnawianiu drewna. Następny w kolejce będzie ludwikowski stolik znaleziony w piwnicy przyjaciółki.

Dajcie proszę znać, co sądzicie o tym upcycling’u. Mam nadzieję, że spodobał się Wam efekt końcowy.

Kufer before after.

Po więcej moich projektów zapraszam na http://umamusimuminka.pl/. Możecie mnie również śledzić na facebook'u pod adresem www.facebook.com/mamusiamuminkablog.

Super metamorfoza! :) Gratulujemy :)
  • Dodano 3 lata temu