Rozmowy przy stole: Sara z bloga missferreira.pl

Jak urządzić dom, w którym poczujesz się po prostu jak u siebie? Przepis na wymarzone wnętrza doskonale zna Miss Ferreira. Miłośniczka aranżacji z duszą, mody i gotowania dzieli się radami nie tylko na swoim blogu. Dziś to nam opowiada o kulisach tworzenia domu czerpiącego z rozmaitych trendów, a przy tym zachowującego bardzo indywidualny charakter. Z Sarą Ferreirą rozmawiamy także o filozofii zero waste i miłości do starych mebli, którym nadaje nowe życie. Z wywiadu dowiesz się również, jak zaaranżować tak nietypowe pomieszczenie, jak… domowe kino. A jeśli zastanawiasz się nad przeprowadzką na wieś, historia pięcioosobowej rodziny Sary na pewno Cię do tego zainspiruje. Zapraszamy do lektury!

wywiad z miss ferreirą, wywiad z sarą, dom miss ferreiry
Zaczniemy od czegoś, co nas absolutnie zachwyciło – domowego kina. Opowiedz, proszę o tym, skąd pomysł na to dość nietypowe pomieszczenie.

– Kino domowe było zawsze marzeniem mojego męża. Początkowo myśleliśmy, że zrobimy takie pseudokino w pokoju, gdzie jest biuro. Po prostu kupimy rzutnik i wygodną sofę, żeby wieczorami móc coś obejrzeć. Mieliśmy ogromny dwustanowiskowy garaż. Któregoś dnia odwiedził nas znajomy i zapytał, czemu nie wydzielimy części garażu, żeby tam zrobić kino. Pamiętam, że staliśmy jak wryci, myśląc – jak to możliwe, że nie wpadliśmy na to wcześniej?! Do dziś żartujemy, że to powinna być sala kinowa imienia naszego kolegi.

Ile trwało jego wykończenie? Skąd wiedzieliście, jak zrealizować tak nietypową koncepcję?

– Kino robiliśmy w tym samym czasie, kiedy wykańczaliśmy dom, więc trudno powiedzieć, ile to trwało. Należało postawić ściankę działową, żeby salę oddzielić od garażu. Autorką projektu kina była nasza architektka – to było bardzo ważne, bo zaprojektowała kino tak, żeby dźwięk idealnie się rozchodził. Jest stopniowana podłoga i stopniowany sufit, dzięki czemu wrażenie faktycznie jest takie, jakby to było mikrokino.

Z jakimi kosztami muszą liczyć się osoby, które zdecydują się na realizację podobnego pomysłu?

– Tu muszę zaznaczyć, że nasze kino nie wygląda tak, jak w projekcie. Między innymi dlatego, że wykonanie go dokładnie według projektu okazało się zdecydowanie droższe. Natomiast jeśli mamy już pomieszczenie, gdzie można coś takiego urządzić, to trzeba liczyć się z kosztem podwieszanego sufitu, stopniowanej podłogi – u nas zbudowanej z płyty pilśniowej i wykładziny – najlepiej naprawdę dobrej, takiej, która dodatkowo wygłuszy pomieszczenie. Poza tym najdroższy jest sprzęt elektroniczny, który częściowo już mieliśmy. My musieliśmy też zamurować miejsce po drzwiach garażowych i wstawić tam okno. Do tego koszt farby, podświetlenia, robocizna. Myślę, że całość mogła nas wynieść ok. 15 000 zł, ale to nie jest bardzo precyzyjna kwota.

Z perspektywy czasu, nadal zdecydowałabyś się na ten dość nietypowy pokój?

– Kino to jest nasze ukochane pomieszczenie, nie wyobrażam sobie bez niego życia. Spędzamy tam mnóstwo czasu. Codziennie wieczorem oglądamy film. Nawet kupiliśmy mikrofalówkę tylko po to, żeby robić w niej popcorn do filmów. Stoi na półce w kinie. W domu mamy najprawdziwsze kino, z tą tylko różnicą, że za popcorn nie trzeba płacić i jest wygodny materac, na którym można bez obaw zasnąć.

A może jest jakieś rozwiązanie, którego żałujesz w swoim wnętrzu i zdecydowanie odradziłabyś je innym?

– Jest tylko jedna taka rzecz. Kotłownię, czyli piec gazowy i sprzęt do niego przyległy, mamy w domu. Któregoś dnia w wyniku awarii hydrofora puścił zawór bezpieczeństwa i zalało nam dom – najwięcej wody wlało się właśnie do kina. Gdyby piec był w garażu, nigdy by do tego nie doszło.

Zmieńmy temat – patrząc zdecydowanie szerzej – mieszkacie na wsi, w miejscu, które jest marzeniem wielu. Niemal idylla – cisza, spokój, wokół zieleń, pięknie urządzony dom. Jednak mimo że marzy o tym spore grono osób, tylko nieliczni mają odwagę wykonać taki krok. Wam się udało, zdecydowaliście się zamieszkać na wsi. Masz jakieś rady dla osób, które również o tym myślą, ale wciąż się wahają, nie mają odwagi?

–To, że nie mamy na coś odwagi, jest ważnym sygnałem, którego należy słuchać. Czego konkretnie się boimy? Że nie poradzimy sobie ze spłatą kredytu? Że w gruncie rzeczy kochamy szum miasta? Że lubimy być blisko cywilizacji, ludzi, sklepów? Że będziemy mieć daleko do pracy? To wszystko jest bardzo, ale to bardzo istotne. Ja pokochałam życie na wsi, chociaż miałam mnóstwo obaw. Wiodę tu żywot niemal idylliczny, ale dlatego, że mogę sobie na to pozwolić. Dzieci chodzą do bardzo dobrej wiejskiej szkoły. Ja pracuję z domu. Mój mąż ma biuro w mieście, ale może pracować z domu, kiedy ma na to ochotę. W mieście bywam rzadko. Nie doświadczam korków. Zamiast przerwy lunchowej, idę z psem na łąkę, którą mam kilka metrów od domu. Ale co gdybym codziennie musiała spędzać osiem godzin w mieście? W korkach do pracy i z pracy, po drodze odstawiając dzieci do szkół? Być może wracałabym tak zmęczona, że całkiem nie miałabym już siły na kilometrowe spacery i docenianie spokoju, jaki tu panuje. Uważam, że miejsce gdzie mieszkamy, musimy dopasować do naszego trybu życia. Po co mi dom pod miastem, skoro wolę miasto, pracuję w mieście i nie znoszę kosić trawnika? Nie namawiam na zakup domu pod miastem. Namawiam do przemyślanych decyzji i mieszkania tak, jak lubimy, a nie jak wypadłoby, żebyśmy lubili.

>##### **Z mieszkaniem na wsi idealnie łączy się inny temat, o którym chcielibyśmy porozmawiać – odnawianie mebli. Opowi ...
Z mieszkaniem na wsi idealnie łączy się inny temat, o którym chcielibyśmy porozmawiać – odnawianie mebli. Opowiesz o tym coś więcej?

– Uwielbiam starocie: meble, sprzęty z duszą, niepowtarzalne rzeczy. Ale też lubię patrzeć, jak dobrze odnajdują się w towarzystwie nowych, nieraz z sieciówek. Gdzieś kiedyś zobaczyłam umywalkę na starym Singerze. Zwariowałam na punkcie tego pomysłu i zamarzyłam, żeby taka umywalka stanęła kiedyś w mojej łazience. Singera znalazłam na OLX. Był potwornie zniszczony, blat się sypał. Pan, który mi go sprzedawał, powiedział „proszę dać mi stówkę i zabrać to dziadostwo”. A przecież to był skarb! Początkowo sądziłam, że sama będę w stanie go odnowić, ale niestety – wymagał odrdzewiania, malowania proszkowego, blat był nie do odratowania, stolarz musiał zrobić nowy. Sama natomiast odnawiałam dębowe, piękne krzesła i biurko mojej córki, które też za grosze znalazłam gdzieś w internecie. Hitem jest żółty fotel w stylu słynnego Lisa, który trafił do mnie ze śmietnika. Niestety też był w stanie tak opłakanym, że wymagał specjalistycznej opieki. Kiedy mam czas, uwielbiam odnawiać meble. Mam takie poczucie, że zwracam im życie, to bardzo satysfakcjonujące. A sama czynność jest niezwykle relaksująca.

Całości dopełniają używane ubrania. Czy łączy się z tym (odnawianie mebli, kupowanie w second handach) modny dziś styl życia zero waste?

– O tak. To filozofia życia bardzo mi bliska od zawsze, a ostatnio dowiedziałam się, że nazywa się to „zero waste”. W lumpeksach ubieram się, odkąd byłam dzieckiem. Początkowo wynikało to z tego, że nie było nas stać na nowe ubrania – mam czwórkę rodzeństwa. Potem zaczęłam dostrzegać inne zalety takich zakupów – nietypowe, porządne, niepowtarzalne ubrania. Teraz doszła do tego filozofia niemarnowania, ograniczania konsumpcyjnego stylu życia. Poza tym jestem matką trójki dzieci, jeśli dziś nauczę ich funkcjonowania w trybie „zero waste”, to może wspólnie zrobimy coś dobrego dla tej biednej planety.

Wracając do tematu domu na wsi – czy dom babci był dla Ciebie inspiracją?

– Raczej dom rodziców. Ale nie w kontekście samego stylu budynku, raczej gościnnego, ciepłego miejsca.

Skąd zatem czerpiesz inspiracje? Gdzie szukasz aranżacji, na których się wzorujesz? Przykładowo, czarne ściany to trend, który powoli wchodzi do Polski. W Twoim domu pojawił się na długo przed tym, nim stał się popularny.

– Zanim zaczęliśmy się sami urządzać, zupełnie przepadłam na pinterestowej mapie stylu. Przepadłam dosłownie, bo tak bardzo się pogubiłam w tym, czego chcę, że byłam bliska szaleństwa. Myślę, że ta dzisiejsza różnorodność stylów, dostępność wszystkiego, może być przekleństwem. Na szczęście zabrakło nam pieniędzy, żeby urządzić dom. Zaczęłam więc szukać inspiracji, wpisując w internet hasła „vintage”, „old”, „meble z drugiej ręki”. Jestem przekonana, że to właśnie dzięki temu nasze wnętrze nabrało własnego charakteru. Bardzo inspirują mnie filmy, zawsze zwracam uwagę, jak są tam urządzone domy. Ale też często domy znajomych, przyjaciół. Natomiast na pomysł czarnej ściany wpadła nasza architektka i to był strzał w dziesiątkę.

Czy stałe śledzenie trendów wnętrzarskich działa na Ciebie stymulująco, tzn. w trakcie oglądania aranżacji zastanawiasz się nad metamorfozą swoich wnętrz? Czy w najbliższym czasie planujesz jakieś zmiany?

– Nie powiedziałbym, że obecnie w ogóle śledzę trendy. Raczej podglądam. Ciągle jesteśmy jeszcze na etapie wykańczania domu, więc metamorfozy zupełnie mi nie w głowie. A poza tym tak bardzo uwielbiam mój dom, że na razie wszystko mnie cieszy. Nawet biała podłoga w kuchni, która dla wielu jest synonimem męki, bo wiadomo, że wymaga częstego zamiatania. I myślę, że to jest właściwie urządzony dom – taki, w którym czujemy się cudownie i chcemy do niego wracać.

>##### **Mamy wiosnę, niebawem przyjdzie lato, czyli czas spędzania wolnych chwil w ogrodzie. Planujesz poświęcić mu tro ...
Mamy wiosnę, niebawem przyjdzie lato, czyli czas spędzania wolnych chwil w ogrodzie. Planujesz poświęcić mu trochę uwagi?

– Tak jak kiedyś posiadanie domu było moim „chorym” marzeniem, tak teraz marzę o ogrodzie i tarasie. Nasza działka wymaga sporo pracy, zanim powstanie tu ogród, jakiego chcę – pełen magnolii, wiśni i jaśminu. Trzeba trochę wyrównać teren, przywieźć sporo ziemi. W tym roku zdążyliśmy już przygotować teren pod ogródek warzywny. Nawet posialiśmy własne pomidory i papryki – wschodzą na parapetach w domu. Już nie mogę się doczekać, aż je przesadzimy. Zjedzenie pomidora z własnego ogródka musi być przeżyciem mistycznym!

Kończąc: gdybyś miała wskazać swoje ulubione miejsce w mieszkaniu – które z nich byś wskazała i dlaczego?

– Kuchnię, bo kocham gotować i kino, bo uwielbiamy oglądać filmy.

Dziękujemy za rozmowę!
Weszliśmy do domu Pani Sary! Sprawdź >
Czym jest dla Ciebie blogowanie? Jak godzisz rolę blogerki z innymi obowiązkami?

– Blogowanie jest moim stylem życia, jest pasją, ale i zawodem. To praca, która daje bardzo duże możliwości, ale też jest wymagająca bardziej, niż to się wielu wydaje. By odnieść w niej sukces (rozumiany nie tylko liczne grono czytelników, ale też możliwość utrzymania się z tego zajęcia), trzeba być bardzo wytrwałym, konsekwentnym i odpornym na krytykę. Blogowanie to ujście dla pasji, ale też nierzadko emocji. Trzeba być chyba trochę ekshibicjonistą, żeby tworzyć angażujące treści, a do tego też gadułą, wnikliwym obserwatorem życia, pasjonatem tego, o czym się pisze. To z jednej strony wymarzony zawód dla mamy, czy po prostu każdego, kto docenia elastyczność godzin pracy i bycie samemu sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Z drugiej – praca, z której się nie wychodzi. Tu nie ma weekendów, świąt czy urlopów. Można czasem dłużej pospać albo bez stresu zostać z przeziębionym dzieckiem w domu, ale ta robota nigdy się nie kończy, zawsze jest coś do napisania, jakieś zdjęcia do zrobienia, zawsze jakieś maile w skrzynce albo wiadomości, na które trzeba odpisać. Kontaktu ze społecznością nie da się utrzymywać przez pięć dni w tygodniu, od 8 do 16. Dobrze prosperujący blog jest jak rozpędzony pociąg, który ciężko choć na moment zatrzymać. Bardzo doceniam to, dokąd zaszłam – ile mam czytelniczek i jakie ciekawe projekty realizuję. Ale bywam też zmęczona siedzeniem po nocach czy układaniem rodzinnych planów na weekend tak, żeby wcisnąć sesję czy pisanie między zabawy czy wycieczki. Łączę tę rolę z byciem mamą, żoną, przyjaciółką tak, jak potrafię – czasem dobrze, a czasami całkiem koślawo. Myślę, że jak większość z nas.

Data publikacji: ostatnia modyfikacja:

Mogą Cię zainteresować
Inne artykuły w kategorii Wywiady
Zobacz więcej artykułów w kategorii Wywiady
Komentarze